poniedziałek, 29 listopada 2010

Relaks.


Uwielbiam ten zimowy czas, gdy pada śnieg o ile nie wiąże się to wszystko z temperaturą spadającą do -20 stopni Celsjusza. Uwielbiam wracać do domu, ocieplanego kominkiem posiadającym te prawdziwe, niesztuczne, elektrycznie płomienie. Idąc tymi ulicami zauważam, że tak naprawdę to wszystko ma swój klimat. To miejsce, te budynki i ich bramy. Te latarnie i te samochody śpieszące się donikąd, a może też do domów z kominkami, kto wie?

Przypomniałam sobie dzisiaj jak rok temu na zajęciach z PO omawialiśmy temat stresu oraz wszystkiego co jest z nim związane, również to jak sobie z owym stresem radzimy. Pamiętam do dzisiaj jak podczas odpowiedzi wymieniałam te wszystkie przykłady podane w podręczniku, gdy profesor Robert zapytał -A Ty jak sobie z radzisz?

Odpowiedziałam wówczas, że sobie nie radzę. Teraz, siedząc z laptopem na kolanach i rozglądając się dookoła zauważam jak bardzo się myliłam. Dookoła mnie leży porozrzucanych wiele rzeczy. Prostownica, lakier do paznokci, Kmag z zeszłego miesiąca, Lucky Strike, płyta Much, przeczytana do połowy Bikini, w tle leci Eska Rock, właśnie włączam 2 sezon Californication. To jest moje odreagowanie. Odreagowanie na to wszystko co dzieje się dookoła, bo tak naprawdę, gdy przekraczam próg domu, czy konkretniej mówiąc, próg mojego pokoju, przestaje liczyć się wszystko. Cały ten wewnętrzny świat. Cały stres.


Czy może być coś lepszego..? 

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?