piątek, 29 kwietnia 2011

I love The Sartorialist.

Nie bez powodu fotografia uznawana jest za jedną z dziedzin sztuki. Te dobre fotografie są estetyczne, wysublimowane, a przede wszystkim realistyczne. Przynajmniej chcemy żeby takie były, o co w dobie Photoshopa niestety trudno. Odsuńmy lecz od siebie na chwilę wszystkie fotografie mody pokroju  tych ukazywanych w Vouge, gdzie każda modelka jest idealnie szczupła, a jej skóra gładka, niczym ta zawierająca zamiast tkanek i warstw skórnych plastik ściągnięty rodem z lalki Barbie. Zanurzmy się w fotografii ulicznej- zdecydowanie mojej ulubionej kategorii. Widzimy w niej ludzi- tych ładnych i tych brzydkich. Tych z klasą i tych bez niej. Tych, którzy osiągnęli sukces i tych, którzy zostali na dole drabiny próżności i samorealizacji.  W fotografii ulicznej widzimy też- jak sama nazwa wskazuje- ulice. Ulice naszych miast, które sami przemierzany codziennie śpiesząc się do pracy, szkoły czy domu. Niby nic takiego, prawda?  Ot, codzienne, nieciekawe i monotonne życie każdego z nas. Ale to jednak fotografia uliczna w ostatnich latach zawładnęła gustami milionów i przeniknęła nawet do świata mody pokazując, że nie tylko modelki i projektanci mają gust, ale również zwykli, szarzy konsumenci, a klasykiem w ukazywaniu tej,dość przykrej dla niektórych prawdy, jest The Sartorialist. 


The Sartorialist to tak naprawdę Scott  Schuman, mężczyzna, który na co dzień mieszka sobie w Nowym Yorku. Kiedyś, jeszcze przed rokiem 2005 zajmował się modą, lecz w pewnym okresie swojego życia, dokładnie w wcześniej wspomnianym roku 2005, postanowił poświecić się opiece nad swoją córeczką i od tego czasu spaceruje sobie po ulicach różnych miast (z przewagą NY oczywiście) i robi zdjęcia ludziom, których wygląd go zainspiruje, zaciekawi i powiedzmy sobie szczerze- robi to świetnie. Jego zdjęcia to prostota, szczerość i przede wszystkim dusza bijąca od  postaci uwiecznionych na zdjęciach. Nie znajdziecie tutaj śladów photoshopa, nie zobaczycie pięknych sukni balowych należących do najbogatszych ludzi na Ziemi. Zmierzycie się natomiast z charakterem, modą, życiem i rzeczywistością w najlepszej estetyce miejskiego życia.Takiego troszkę naszego.










niedziela, 24 kwietnia 2011

Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami które przypominają smutek.

,,Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami które przypominają smutek"- to zdanie z noweli Bolesława Prusa towarzyszy mi od kilku dni. Ludzie, szczególnie w naszym kraju tak przywiązanym do tradycji, robią z świąt zawsze wielką sprawę i zamieszanie. Stają na głowie aby ugotować niesamowitą ilość potraw, które i tak najprawdopodobniej wylądują w koszu, przywdziewają sztuczny śmiech i idą do kościoła podając rękę i wybaczając ludziom, których nawet nie znają i nie mają czego wybaczać. A ja? Siedzę i otaczam się właśnie takimi rzeczami, które przypominają wcześniej wspomniany smutek. Jem, jem i i się smucę. Czym? Tym co zawsze, szczególnie  kilkoma filmikami z youtube, zdaniami zapisanymi na pewnej, należącej niegdyś do mnie stronie internetowej...
Ludzie, którzy mają problem z smutkiem potrzebują jakiś bodźców, które go wywołają nawet jeśli nie są one związane z ich życiem. W moim przypadku smutek i nawet w pewnych momentach łzy wywołuje ten film: 



 bo trzeba po prostu bodźca..






czwartek, 21 kwietnia 2011

Mogę znowu zamknąć oczy i zanurkować w tym, co jest tak dobre, że aż ciemne.

Hej,

Wskaż mi czas, w którym niemowlęce ubranka zamieniliśmy na wysokie obcasy, wskaż mi czas gdy sok pomarańczowy zamieniliśmy na Finlandię, gdy zamieniliśmy słowa na czyny, czas, w którym przestaliśmy z zawstydzeniem spuszczać wzrok mijając się bez słowa, wskaż mi czas, który ukształtował ten nasz ,,koniec", bo skąd wiadomo, że dzisiaj to co miało skończyć się już tak dawno wreszcie dobiło do portu? Skąd wiadomo, że ten koniec jest prawdziwym końcem? Kiedy tak naprawdę wiadomo, że ostatnie spotkanie jest tym ostatnim, że ostatnia kłótnia będzie tą ostatnią, że już nie będzie słowa przepraszam?
Kiedy dokładnie przez palce przeleciał nam ten rok, kiedy stopniał śnieg, kiedy ostatni raz zaciągnęliśmy się papierosem, kiedy zamieniliśmy kościół na naukę? 
Witaj w rzeczywistości, w tej rzeczywistości chyba nikomu tak naprawdę nie mówimy do widzenia, z nikim nie możemy się pożegnać na 100 procent bo skąd mamy czerpać pewność, że ta osoba za rok nie wróci, nie powie ,,hej to ja, pamiętasz mnie"? Dlaczego człowiek pamięta lepiej te dobre rzeczy niż te gorsze? Nie zgodzę się z konserwatystami, faszystami i innymi debilami twierdzącymi, że człowiek jest z natury zły. Naiwny na pewno, ale nie zły. Skąd mamy wiedzieć, że to co jest dobre naprawdę takie jest? Endorfiny? Endorfiny to skończone kurwy i manipulantki, zarabiałyby krocie w agencjach reklamowych umiejąc nam sprzedać największe gówno tego świata, reagują na czekoladę, która sprawia, że jesteśmy grubi i umieramy i na ludzi wyniszczających nas jak bakterie. Może tak naprawdę każdy z nas jest taką bakterią w czyimś życiu? 

sobota, 16 kwietnia 2011

Na depresję Coppola.



Mówi się, że na psychologię idą ludzie, którzy nie radzą sobie z własnym życiem i idą poskładać w całość swoje obawy i lęki. Mówi się, że człowiek nieszczęśliwy lubi otaczać się nieszczęśliwymi ludźmi bo nie może znieść szczęścia innych, bowiem przypominają mu oni o jego własnych niepowodzeniach i porażkach. Co więc robi człowiek gdy czuje się zagubiony? Chce spędzić trochę czasu z ludźmi równie zagubionymi jak on, najlepiej w mieście, które kojarzy mu się z pięknem, lecz tym pięknem w najmniej tradycyjnej postaci. Pięknem, w którym nie ma śpiewających ptaszków, zielonej trawki, drewnianej chatki i przystojnego mężczyzny z siekierą. W mieście pełnym tłumu, nowej technologii i krzyczących do nas, kolorowych neonów. Chcę spędzić czas w Tokio, do którego przenosi nas Lost in translation Coppoli.


 W Lost in translation przenosimy się w rzeczywistość dwójki zagubionych i osamotnionych ludzi, którzy pewnego dnia postanowili Come Together i pójść w miasto. A my, równie zagubieni jak oni jedynie podglądamy ich przez nasz szklany ekran, troszkę zazdroszcząc. Bo chyba każdy wolałby być samotny i zagubiony w wielkim mieście, w hotelu z wielkimi oknami wychodzącymi na Tokio, wśród innej kultury i innych ludzi niż w własnym mieście, z widokiem na to samo miejsce niezmieniające się od lat, i żyjąc w otoczeniu tych samych ludzi  każdego dnia.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Ryan Gosling.





Uwielbiam tego faceta, z każdą jego rolą przekonuje się, że jest tak po prostu dobry w tym co robi. Piskliwe nastolatki z buzującymi hormonami mają swojego Pattisona a Ci inni, w tym ja mają swojego Goslinga, równie nieokrzesanego i równie buntowniczego jak ten wcześniej wymieniony. Tylko Pan Ryan ma coś dodatkowego- talent i charyzmę. Gdy przypominam sobie jego rolę w Blue Valentine aż nie mogę uwierzyć, że to właśnie on mając 31 lat tak autentycznie zagrał rolę mężczyzny, będącego w dojrzałym związku małżeńskim chylącym się ku upadkowi. Właśnie za to przede wszystkim kocham kino. Potrafi ono przenosić nas w świat, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia bądź też pokazuje nam ludzi w całkowicie innych odsłonach. Ale równie autentycznych.

 kocham to <3

niedziela, 10 kwietnia 2011

odchodzisz już 30 raz .


 Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył? 



I ochrzcili mnie
Chociaż ponoć głośno protestowałem
Teraz gdy głośno protestować chcę
Chcą okładać mnie pałami
I zabraniają
Ust całować płci tej samej
A sami dają mi karabin i każą strzelać
Do ludzi innej wiary..

I nic nie zmieniać
Tak jak jest, jest dobrze
Tak jak jest
Nic nie zmieniać
Tak jak jest
Jest dobrze
Tak jak jest..

Budują wieże do nieba
Ja wierze że pełni dobrych chęci
A z nieba uśmiechnięci
Czapkami machają kosmiczni turyści
Ojcowie na obcych ziemiach
Ślą miłość z prędkością światła
A w domach dzieci i matka
W palcach obracają ziarenka różańca

I nic nie zmieniać
Tak jak jest, jest dobrze
Tak jak jest
Nic nie zmieniać
Tak jak jest
Jest dobrze
Tak jak jest..

Siadaj koło mnie
To dla Ciebie jest ławka
Posłuchaj jak pięknie o miłości gada
Ten który miłości nigdy nie zaznał.

niedziela, 3 kwietnia 2011

.


Ludzie są tacy śmieszni i tacy malutcy, chociaż często nie zdają sobie z tego sprawy. Próbują wynosić siebie nawzajem na piedestał próżności, której tak wiele w dzisiejszym świecie, przyznają sobie nagrody za mądrość, za głupotę niestety też, każdy kto odkryje coś nowego czuje się wyróżniony i patrzy na innych z góry, jakby to co odkrył było jego zasługą, a nie natury, Boga czy czegoś tam. Właśnie, Bóg. Ci, którzy w niego wierzą myślą, że kiedyś za to wszystko spotka ich nagroda, że jak pocierpią i przejdą przez to z podniesioną głową to też zostaną na piedestał wyniesieni, tylko czym jest ten piedestał jak nie sztucznością i próżnością? Nie wierzę w Boga, ale wierzę w przeznaczenie bo inaczej nie da się wytłumaczyć pewnych zjawisk. Elizabeth Taylor zmarła niedawno i przypomniała mi o jednym- że jak coś wydarzy się raz to można do tego wracać w nieskończoność i nieważne, że jest to nieracjonalne, głupie i bezsensu, ale daje szczęście. Bo to się zdarza tylko raz. Ile razy wychodziła za Richarda Burtona? 2. Ale potem powiedziała, że wyszłaby za niego i trzeci mimo tych dwóch poprzednich rozwodów.
Ludzie w dzisiejszym świecie wstydzą się łez, najłatwiej je usprawiedliwić puszczając sobie jakiś łzawy dramat, właśnie dlatego do południa spędziłam czas na oglądaniu Chirurgów, z nimi zawsze chusteczki i łzy są usprawiedliwione i nie muszę mówić dlaczego. Ludzie są głupi, myślą, że jak przyjdzie wiosna to wszystkie ich problemy się rozwiążą, ale to gówno prawda, bo niby dlaczego to właśnie na wiosnę popełnia się najwięcej samobójstw? Wszyscy mądrzy tego świata nagle zdają sobie sprawę, że te hormony szczęścia na widok słoneczka i nowego chłopaka/ dziewczyny w ich życiu nie wiele zmienią.
A podobno jesteśmy tacy mądrzy, że zasługujemy na nagrody.

sobota, 2 kwietnia 2011

There is a time when we all fail.


 Sofia Coppola ma opinię reżyserki bardzo melancholijnej. Jej filmy charakteryzują długie ujęcia, które skupiają się nad odwiecznymi problemami naszej, dość marnej, egzystencji. Coppola uwielbia zbliżenia na nasze problemy, marzenia i kompleksy, które uwydatnia w swoich filmach i pokazuje w krzywym zwierciadle z lekko sarkastycznym uśmiechem. Jej opowieści i ich bohaterowie nie są dla wszystkich, szczególnie dla tych, którzy kochają akcję- wybuchy samochodów na amerykańskich ulicach, bomby, krew i strzelanie z bazuki bądź ostatecznie z pistoletu kieszonkowego, o czym świadczą recenzje jej najnowszego filmu Somwhere. Krytycy zarzucają Coppoli, że zmarnowała potencjał świetnego scenariusza, że w filmie jest za mało dialogów, że w trakcie prawie 2 godzinnego seansu nie dzieje się NIC. Mamy parę ładnych w pojęciu estetycznym ujęć, świetną  Elle Fanning, która mimo swojego młodego wieku jest jedynym dobrym punktem całej tej produkcji. Osobiście zgadzam się z wszystkimi wyżej wymienionymi zarzutami, ale fakt jest jeden- po seansie z lekkim przymrużeniem oka patrzyłam na twarze krzyczące do mnie z  okładek kolorowych czasopism. Kto wie jaka cenę płaci ta kobieta ubrana w najdroższe ubrania i wymalowana najdroższymi kosmetykami za to, że każdy zna jej nazwisko i stan cywilny?
Somewhere jest opowieścią o hollywoodzkim aktorze Johnny`m Marcu, który w pewnym momencie swojego życia stracił jego sens. Mieszka w hotelu, w którym stacjonują największe sławy, jeździ pięknym, czarnym lamborghini, gra w wysokobudżetowych produkcjach, a wolny czas spędza na oglądaniu gołych tyłków dwóch striptizerek, seksie, bądź zakrapianych imprezach. Jest znudzony tym o czym marzy tysiące ludzi na całym świecie- sławą. I nagle w jego życiu pojawia się jedenastoletnia córka Cleo, z którą ma co prawda poprawny kontakt, ale nie na tyle bliski jak powinien mieć ojciec w pełnym tego słowa znaczeniu.  Johnny jest bardziej kumplem swojej córki niż jej ojcem, wydawać się wręcz może , że mimo dzielącej ich różnicy wieku są na podobnym poziomie intelektualnym i merytorycznym, oboje czerpią radość z jedzenia lodów przed telewizorem, grania na konsoli telewizyjnej i wygłupów. Lecz to właśnie Cleo swoją jazdą na łyżwach poruszy jego wrażliwe, aktorskie serce i spowoduje, że jej ojciec zatęskni za normalnością i czułością, której nie zastąpi mu nawet najlepszy seks z najpiękniejszą kobietą w hotelu czy na imprezie.
Coppola w swoim filmie buduje kontakt widza z głównym bohaterem na zasadzie kontrastu. On mieszka w cudownym hotelu,  ty we własnym domu, w którym masz własne łóżko, w którym przed tobą nie spało tysiąc innych ludzi, on ma czarne lamborghini, ale ty masz samochód za którym nie ganiają uganiają się fotoreporterzy z kamerami i aparatami w rękach, on ma filmy kręcone na całym świecie, ale ty masz widok swojej córki na co dzień, nawet jeżeli tego nie doceniasz. Czy aby na pewno to jego życie jest snem? 


Somewhere to film, który warto zobaczyć, nawet jeśli po jego obejrzeniu stwierdzisz, że zmarnowałeś dwie godziny na zupełnej nudzie. Lecz czy życie każdego z nas jest pełne zawrotnej akcji ? Może właśnie od czasu do czasu warto się zatrzymać w tym świecie, który wymaga od nas pośpiechu i wybuchów? Może warto spojrzeć na aktora znudzonego życiem, na jego relacje z córką, przyprawione doskonałą muzyką? Tym filmem Coppola mówi  otwarcie: zatrzymaj się na chwilę, nie pędź, posłuchaj ciszy, pooglądaj miłe obrazki, wzrusz się małą dziewczynka na łyżwach. przecież jutro obudzisz się i wrócisz do rzeczywistości- pośpiechu, odgłosów samochodowych klaksonów, głośnej muzyki dochodzącej z odbiorników radiowych czy telewizyjnych. Wrócisz do życia.