Mówi się, że na psychologię idą ludzie, którzy nie radzą sobie z własnym życiem i idą poskładać w całość swoje obawy i lęki. Mówi się, że człowiek nieszczęśliwy lubi otaczać się nieszczęśliwymi ludźmi bo nie może znieść szczęścia innych, bowiem przypominają mu oni o jego własnych niepowodzeniach i porażkach. Co więc robi człowiek gdy czuje się zagubiony? Chce spędzić trochę czasu z ludźmi równie zagubionymi jak on, najlepiej w mieście, które kojarzy mu się z pięknem, lecz tym pięknem w najmniej tradycyjnej postaci. Pięknem, w którym nie ma śpiewających ptaszków, zielonej trawki, drewnianej chatki i przystojnego mężczyzny z siekierą. W mieście pełnym tłumu, nowej technologii i krzyczących do nas, kolorowych neonów. Chcę spędzić czas w Tokio, do którego przenosi nas Lost in translation Coppoli.
W Lost in translation przenosimy się w rzeczywistość dwójki zagubionych i osamotnionych ludzi, którzy pewnego dnia postanowili Come Together i pójść w miasto. A my, równie zagubieni jak oni jedynie podglądamy ich przez nasz szklany ekran, troszkę zazdroszcząc. Bo chyba każdy wolałby być samotny i zagubiony w wielkim mieście, w hotelu z wielkimi oknami wychodzącymi na Tokio, wśród innej kultury i innych ludzi niż w własnym mieście, z widokiem na to samo miejsce niezmieniające się od lat, i żyjąc w otoczeniu tych samych ludzi każdego dnia.