Sofia Coppola ma opinię reżyserki bardzo melancholijnej. Jej filmy charakteryzują długie ujęcia, które skupiają się nad odwiecznymi problemami naszej, dość marnej, egzystencji. Coppola uwielbia zbliżenia na nasze problemy, marzenia i kompleksy, które uwydatnia w swoich filmach i pokazuje w krzywym zwierciadle z lekko sarkastycznym uśmiechem. Jej opowieści i ich bohaterowie nie są dla wszystkich, szczególnie dla tych, którzy kochają akcję- wybuchy samochodów na amerykańskich ulicach, bomby, krew i strzelanie z bazuki bądź ostatecznie z pistoletu kieszonkowego, o czym świadczą recenzje jej najnowszego filmu Somwhere. Krytycy zarzucają Coppoli, że zmarnowała potencjał świetnego scenariusza, że w filmie jest za mało dialogów, że w trakcie prawie 2 godzinnego seansu nie dzieje się NIC. Mamy parę ładnych w pojęciu estetycznym ujęć, świetną Elle Fanning, która mimo swojego młodego wieku jest jedynym dobrym punktem całej tej produkcji. Osobiście zgadzam się z wszystkimi wyżej wymienionymi zarzutami, ale fakt jest jeden- po seansie z lekkim przymrużeniem oka patrzyłam na twarze krzyczące do mnie z okładek kolorowych czasopism. Kto wie jaka cenę płaci ta kobieta ubrana w najdroższe ubrania i wymalowana najdroższymi kosmetykami za to, że każdy zna jej nazwisko i stan cywilny?
Somewhere jest opowieścią o hollywoodzkim aktorze Johnny`m Marcu, który w pewnym momencie swojego życia stracił jego sens. Mieszka w hotelu, w którym stacjonują największe sławy, jeździ pięknym, czarnym lamborghini, gra w wysokobudżetowych produkcjach, a wolny czas spędza na oglądaniu gołych tyłków dwóch striptizerek, seksie, bądź zakrapianych imprezach. Jest znudzony tym o czym marzy tysiące ludzi na całym świecie- sławą. I nagle w jego życiu pojawia się jedenastoletnia córka Cleo, z którą ma co prawda poprawny kontakt, ale nie na tyle bliski jak powinien mieć ojciec w pełnym tego słowa znaczeniu. Johnny jest bardziej kumplem swojej córki niż jej ojcem, wydawać się wręcz może , że mimo dzielącej ich różnicy wieku są na podobnym poziomie intelektualnym i merytorycznym, oboje czerpią radość z jedzenia lodów przed telewizorem, grania na konsoli telewizyjnej i wygłupów. Lecz to właśnie Cleo swoją jazdą na łyżwach poruszy jego wrażliwe, aktorskie serce i spowoduje, że jej ojciec zatęskni za normalnością i czułością, której nie zastąpi mu nawet najlepszy seks z najpiękniejszą kobietą w hotelu czy na imprezie.
Coppola w swoim filmie buduje kontakt widza z głównym bohaterem na zasadzie kontrastu. On mieszka w cudownym hotelu, ty we własnym domu, w którym masz własne łóżko, w którym przed tobą nie spało tysiąc innych ludzi, on ma czarne lamborghini, ale ty masz samochód za którym nie ganiają uganiają się fotoreporterzy z kamerami i aparatami w rękach, on ma filmy kręcone na całym świecie, ale ty masz widok swojej córki na co dzień, nawet jeżeli tego nie doceniasz. Czy aby na pewno to jego życie jest snem?
Somewhere to film, który warto zobaczyć, nawet jeśli po jego obejrzeniu stwierdzisz, że zmarnowałeś dwie godziny na zupełnej nudzie. Lecz czy życie każdego z nas jest pełne zawrotnej akcji ? Może właśnie od czasu do czasu warto się zatrzymać w tym świecie, który wymaga od nas pośpiechu i wybuchów? Może warto spojrzeć na aktora znudzonego życiem, na jego relacje z córką, przyprawione doskonałą muzyką? Tym filmem Coppola mówi otwarcie: zatrzymaj się na chwilę, nie pędź, posłuchaj ciszy, pooglądaj miłe obrazki, wzrusz się małą dziewczynka na łyżwach. przecież jutro obudzisz się i wrócisz do rzeczywistości- pośpiechu, odgłosów samochodowych klaksonów, głośnej muzyki dochodzącej z odbiorników radiowych czy telewizyjnych. Wrócisz do życia.

