Uwielbiam tego faceta, z każdą jego rolą przekonuje się, że jest tak po prostu dobry w tym co robi. Piskliwe nastolatki z buzującymi hormonami mają swojego Pattisona a Ci inni, w tym ja mają swojego Goslinga, równie nieokrzesanego i równie buntowniczego jak ten wcześniej wymieniony. Tylko Pan Ryan ma coś dodatkowego- talent i charyzmę. Gdy przypominam sobie jego rolę w Blue Valentine aż nie mogę uwierzyć, że to właśnie on mając 31 lat tak autentycznie zagrał rolę mężczyzny, będącego w dojrzałym związku małżeńskim chylącym się ku upadkowi. Właśnie za to przede wszystkim kocham kino. Potrafi ono przenosić nas w świat, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia bądź też pokazuje nam ludzi w całkowicie innych odsłonach. Ale równie autentycznych.
kocham to <3


