Wygrzebałam z zakamarków mojego komputera odcinki popularnego dawniej serialu Życie na fali, co przez chwilę pozwoliło mi zatopić się w wspomnieniach z okresu podstawówki/ gimnazjum. Taki wielki zrobiłam przeskok przez te lata, aż nie chce mi się wierzyć, że na mojej półce leżą jaszcze płyty DVD takich filmów jak Wredne dziewczyny, Zakręcony piątek czy So little time. A to właśnie przy nich spędzałam większość czasu, słuchając piosenek Hilary Duff... To był bardzo dobry okres w moim życiu, póki co myślę, że najlepszy. Wszystko co najlepsze było wtedy jeszcze nieodkryte. To był smak kosztowania pierwszych wagarów, pierwszego alkoholu, pierwszych przyjaźni, które trwają nawet to dziś, mimo iż nie wszystkie. Teraz jedyne co odkrywam to złe strony tego wszystkiego co nas otacza, a wtedy to jakoś uśmiech nie schodził nam nigdy z twarzy. Nie żeby teraz było źle, nie.. Ale teraz nie ma tej adrenaliny, gdy trzyma się w dłoni piwo, nie wypada celować do siebie bananami w Kauflandzie, nie biega się już po deszczu po pijaku i nie ucieka przed policją, ani nie denerwuje się czy wpuszczą nas na koncert, czy tata odbierze mnie o 23 czy o 1 w nocy. Wszystko co kiedyś w jakiś sposób mnie denerwowało, teraz powoduje uśmiech. To były mimo wszystko piękne czasy, czasy kontroli rodziców, czasy zupełnej beztroski.
Cause I wanted to fly,
so you gave me your wings
and time held its breathe so I could see, yeach
and you set me free

