czwartek, 30 czerwca 2011

I love you, I don`t wanna live without you, did you say that?


Mogę po raz kolejny wzruszyć się na tym samym momencie, spłakać poduszkę razem z moim psem u boku, mimo iż wydawałoby się iż przez jakieś dwa lata powinnam się na to wszystko uodpornić, ale nie, wszyscy wiedzą, że o 18:10 zawsze siedzę z chusteczkami i zawsze, gdy widzę końcowe napisy zastanawiam się co będę robić o tej porze za dwa lata, bo z roku na rok coraz więcej aktorów postanawia pójść inną drogą, brać udział w innych projektach, co w sumie jest naturalne ale też pozostawia jakąś pustkę, bo jak  teraz żyć własnym życiem w czasie, gdy co dziewięć minut zaczyna padać deszcz i dzisiaj znowu nas zlało, jedynym towarzyszem jest więc pilot, gazeta i książka. A jeszcze kilka dni temu było tak miło, kiedy siedzieliśmy na dworcu jedząc chińszczyznę i przyglądając się jak pociągi odjeżdżają, ludzie śpieszą się na wakacje czy do domów, na niektórych z nich ktoś czeka, niektórzy śpieszą się samotnie, starając się w tym pośpiechu nie zauważać swojej samotności, perony są jednak fajne.