Wreszcie doczekałam się upragnionych wakacji ! :) Tych najlepszych, bo ostatnich, które spędzę jako pełnoprawna licealistka. Czas zapieprza, w czasie kiedy to piszę zostało mi 45 minut bycia osiemnastolatką. Nie wiem, nie czuję się na to 19 lat, wujek miał rację mówiąc rok temu, że po 18 lata pędzą jak szalone, no ale cóż niektóre rzeczy są nieuniknione i jak to mówią, w życiu są tylko trzy pewne rzeczy- najpierw kolejne świeczki na torcie, podatki a później śmierć (;
W zeszłym tygodniu udało mi się aż dwa razy zagościć w Krakowie. Nie wiem czemu, ale to miasto nigdy nie potrafiło mnie do siebie przekonać, albo póki co nie potrafi tego zrobić. Wole nie nastawiać się negatywnie tak w stu procentach, bo nie wiadomo gdzie wyląduję za rok po zdaniu matury, ale jest tylko jedna rzecz, która zachwyca mnie w tych wąskich ulicach obładowanych autami z każdej strony - miejskie rowery i przemierzający na nich miasto ludzie. W moim mieście rzadko można zobaczyć kogoś na rowerze jadącego przez deptak, wszyscy pchają się wszędzie autami, a ja niestety należę od pewnego czasu do tych nieszczęśników i szczerze mówiąc, za każdym razem drżąc o swoje miejsce parkingowe, stojąc w korkach w trakcie powrotu do domu, albo- o zgrozo- jadąc w deszczu, dojrzewam do decyzji o zakupie właśnie takiego miejskiego roweru jak te widywanie w Krakowie. No bo czyż nie są piękne?



