niedziela, 26 grudnia 2010

Come on baby, light my fire.


Ostatnie 3 dni spędziłam zaczytując się w biografii Jima Morrisona, którą zakupiłam dość dawno, lecz dopiero teraz znalazłam trochę wolnego czasu by wreszcie przebrnąć przez te blisko 400 stron. 
Poeta, wokalista The doors, najprawdopodobniej jedynego rockowego zespołu pochodzącego z Ameryki, który tak głęboko zapisał się w podświadomości ludzi żyjących w  latach 70 jak i tych współczesnych, mężczyzna wrażliwy na piękno, muzykę, a przede wszystkim na literaturę - tak przedstawiają go media. Szkoda, że dzisiaj wszystkich na siłę stara się wybielać, by legenda, która po nich pozostała jak najlepiej wpisywała się w umysły młodych ludzi. Mówi się : Widzicie, Jim Morrison przetrwał w naszej pamięci bo był tak wrażliwym artystą, poetą (!) i zrobił tak wiele dobrego dla ludzi. Takich ludzi podziwiano kiedyś i trzeba podziwiać i teraz. Szkoda tylko, że ten sam wrażliwy poeta podsunął sobie pod członka twarz zszokowanej wówczas Janis Joplin, upijał się, był nierozumiany przez kolegów, śpiewał patrząc prosto w oczy swojej matce, że chcę ją pieprzyć, a na końcu zaćpał się na śmierć.


Przy okazji faktycznie, uwielbiał czytać książki, które w setkach egzemplarzy porozrzucane były po zamieszkiwanych przez niego pokojach, ponad wszystko uwielbiał pisać i na swój sposób potrafił też kochać piękną Pamelę Courson, z którą kłócił się, rozchodził po to by po chwili ponownie się zejść, która wyrzucała jego rzeczy i książki przez okno po każdej większej kłótni, z którą zdradzali się nawzajem, a która na końcu umarła krótko po nim.

Pewnego wieczoru (Jim) przyszedł do domu z mnóstwem koki i szampana, a mnie potwornie odbiło. Czasem lubię...wiesz, jestem z Transylwanii, więc...powiedziałam mu, że lubię pić krew. A on na to: <<No to wypijmy trochę.>>. Ewa chwyciła jakieś zardzewiałe żyletki i zaczęła ciąć sobie ręce, a Jim patrzył na to z przerażeniem. Nagle wszędzie była krew- opowiadała Ewa- a my tańczyliśmy pośród niej w blasku księżyca. Potem przestraszaliśmy się, dokąd nas to może zaprowadzić, bo ranki po tych odlotach były naprawdę smutne. Kiedy człowiek budzi się  w kałuży krwi...