sobota, 18 grudnia 2010

Effy, nothing bad is gonna happen. I'm gonna take care of you now. I promise.


-We'd be good together. don't you think?
-No.
-Why?
-Because I'll break your heart.
-Maybe I`ll break yours.
- Nobody breaks my heart.



Skins. Serial znany doskonale większości nastolatków w Polsce. Nazywany nastoletnim odpowiednikiem Californication. Dlaczego? Pewnie dlatego, że przyzwyczajeni do udawanego, niewyimaginowanego życia nastolatków z LA lub YU, mających wszystko- opalone ciała, bogatych rodziców i pięknych przyjaciół, nagle stajemy przed całkiem nowym światem ukazanym w serialu telewizyjnym. Światem, w którym młodzi ludzie uprawiają seks, zażywają narkotyki, palą papierosy, klną w co drugim słowie, jednocześnie przeżywając to co wszyscy- swoje wzloty i upadki. Złe oceny, pierwsze zauroczenia, problemy rodzinne, anoreksję,  związki homoseksualne, poważny wypadek, depresje, niechcianą ciążę. Skins to samo życie. W tym serialu nie chodzi o to co w większości. Nie mamy tutaj ubrań od najdroższych projektantów jak w Plotkarze, nie mamy słońca i półnagich facetów na plaży jak w 90210. Mamy Anglię. Zimną i deszczową. W tej, w której nie brakuje polskich akcentów, takich jak trudzenie się Sid  nad wypracowaniem o Lechu Wałęsie i Solidarności, a co najważniejsze mamy w niej Effy Stonem. 
Effy, o czym świadczą liczne fora internetowe, po emisji serialu stała się idolką większości nastolatek oglądających Skins. Dziewczyny chcą być takie jak ona- niezależne i pewne siebie. Uwielbiają jej styl, chcą podobnie się ubierać i malować, przez to na YouTube roi się od filmików z instrukcją make up like Effy from Skins.
I mnie Effy urzekła. Nie na tyle by chcieć być taką jak ona i naśladować każdy jej ruch, nawet sposób palenia papierosów, ale jest ona zdecydowanie moją ulubioną bohaterką. Na swój sposób hedonistyczna, ale chcąca po prostu przetrwać w tym świecie, który często tak bardzo ją rani. Za wszelką cenę nie okazywać uczuć- to jej dewiza, o czym zresztą świadczy jej rozmowa z Freedim rozpoczynająca ten post. Pamiętam jak w wakacje zaczęłam oglądać ten serial i na początku była ona w nim tylko niesforną siostrą Tony`ego, a potem stała się kimś kogo losy najbardziej mnie interesowały. Razem z nią przebrnęłam przez problemy rodzinne, miłość do Freddy`ego, depresję i próbę samobójczą. Ganiałam naćpana po ulicach Bristolu i piłam wódkę niczym wodę. Płakałam i bałam się świata.
Uwielbiam seriale. SERIALE, nie serialiki czy telenowele, którymi karmin nas telewizja. Seriale też potrafią być sztuką, a przynajmniej potrafią nas wciągnąć, pokazać czyjeś losy w przejmujący sposób, potrafią być rozrywką i odprężeniem. Dlatego zawsze, gdy w piątek odpalam komputer i wiem, że czeka na mnie nowy odcinek Plotkary oraz Chirurgów, czuję się odprężona. Czasem też wracam do Californication czy Skins by znowu przeżywać pewne rzeczy na nowo, z nimi.