czwartek, 27 stycznia 2011

-Obiecałaś mi też na gorsze. Teraz jest moje gorsze.


Perełka. Jeden z lepszych, chwytających za serce filmów jaki miałam ostatnio sposobność oglądać. Szkoda tylko, że nie dowiedziałabym się o nim gdyby nie nominacja  Michelle Williams do Oskara za ten obraz, bo oczywiście nikt nie pomyślał o tym by owy film wyświetlać w Polsce. 
Gosling w wywiadzie, który oglądałam ostatnio podkreślał, że to przede wszystkim film o miłości. Że miłość jest w nim na pierwszym miejscu. Pewnie wiele nastoletnich dziewczyn, marzących o przysłowiowym księciu na białym koniu nie zgodziłaby się z tym już w pierwszych minutach filmu. Przeciętny zjadacz popcornu, któremu wmawia się, że filmy o miłości to te pokroju Miłości na wybiegu, Dlaczego nie!, bądź Pretty Woman nie uwierzy, że to film o miłości. No bo od kiedy miłość to dwoje osób prowadzących wspólnie dom i wychowujących córkę? Od kiedy miłość jest między dwójką osób, które praktycznie swoje codzienne życie prowadzą wokół przyziemnych spraw, takich jak wyjście do pracy, czy szkolne przedstawienie córki? To nie jest miłość. Miłość jest wtedy, kiedy ludzie trzymają się za ręce, całują się, bądź ich miłości pomaga przeznaczenie, spotykają się w najmniej spodziewanych miejscach, on ratuje ją przed samobójstwem, a ona doradza mu w wybiorcze koszuli w centrum handlowym.  Derek Cianfrance, reżyser Blue Valentine zgadza się z tym stwierdzeniem, dlatego w swoim filmie dzięki świetnemu montażowi dzieli fabułę na dwie przestrzenie- teraźniejszość i przeszłość. W teraźniejszości widzimy szkolne przedstawienia, śmierć psa, pojawiającą się łysinę, pracę nie do końca dającą satysfakcję. W przeszłości widzimy dwoje młodych ludzi. Ona jest typową ładną dziewczyną sportowca, traktowaną jak zwykły obiekt seksualny. Jest nieszczęśliwa w swoim związku i w domu, gdzie częściej słyszy kłótnie niż miłe słowa. Pragnie studiować medycynę. On jest wolnym duchem, artystą -potrafi grać na każdym instrumencie, śpiewać, malować, lecz nie skończył nawet liceum. Poznają się przypadkiem w domu opieki, kiedy on pomaga w przeprowadzce a ona odwiedza swoją babcię. On ją podrywa, on pozostaje jej obojętny. W końcu jednak trafiają na siebie ponownie, w  autobusie i zaczyna się iście romantyczna miłość. Ona opowiada mu kiepski żart. On dla niej śpiewa. Ona do tej piosenki tańczy. Uśmiechy, wygłupy, szczęście, istna sielanka dwójki młodych ludzi z marzeniami i miłością oraz szczęściem w kieszeni. Nic jednak nie jest takie kolorowe. Ona dowiaduje się o czymś co może zniszczyć całe jej życie. Mówi mu o tym, pewna, że on ją zostawi. Tymczasem dzieje się rzecz niespodziewana. Znają się bodajże kilka dni, a on nie dosyć, że ją wspiera to jeszcze poświęca wszystko dla niej. Chce stworzyć rodzinę jakiej sam nie miał. 
To właśnie ten aspekt powoduje, że ona kocha go jeszcze bardziej. Zresztą my, widzowie też. No, bo który mężczyzna zdobyłby się na coś takiego? Sprawa miłości w tej sytuacji jest przesądzona- ona na pewno łączy tych dwoje ludzi. Jak to się więc stało, że ta dwójka pełna marzeń  w przyszłości stanie się całkiem zwyczajnym małżeństwem z problemami? Koleje losu, życie, które często nie jest takie jak sobie wyobrażaliśmy?
Te wspólne pretensje i niespełnienie widać najlepiej w rozmowie, którą Cindy i Dean prowadzą podczas wspólnie spędzonej nocy w motelu. Cindy ma pretensje o to, że on ma w sobie tyle potencjału, tyle zdolności lecz nic z tym nie robi, ona natomiast ma poczucie niespełnienia, bo zamiast lekarzem została zwykłą pielęgniarką.
Myślę, że młode małżeństwa oglądając ten film popadły w kilkudniową nostalgię, bądź w ostateczności wychodząc z kina zastanawiały się Czy z nami też tak będzie? Małżeństwa z kilkuletnim stażem przez chwilę cofnęły się pamięcią do tego jak było kiedyś, gdy świat wydawał się taki kolorowy, a biała ślubna sukienka zwiastowała tak ogromne zaufanie, naiwność i ślepą ufność, że będzie dobrze.
Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie rozumiałam jak można żyć w nieudanym małżeństwie ze względu na dzieci. Przecież dzieci też widzą, że ich rodzice są nieszczęśliwi ze sobą i przez to wcale nie czują się bezpieczniejsze i szczęśliwsze żyjąc z nimi pod jednym dachem. Mimo to wystarczyła jedna scena tego filmu, kiedy Frankie biegnie za Deanem, a potem wraca do Cindy i mówi  I love him bym zrozumiała wszystko. 


Życie wymaga od nas wielu poświęceń. Każdy z nas marzy o szczęśliwej rodzinie, spełnieniu w życiu zawodowym, realizowaniu swoich pasji. Mimo to czy znacie kogoś komu udało się zdobyć to wszystko?
Ja widzę dookoła siebie same małżeństwa pokroju Deana i Cindy. Wszyscy są niespełnionymi artystami, modelkami, dekoratorami wnętrz. Nikt nie robi nic dla siebie. Wszyscy za to mają rodziny, które powstały z wielkiej miłości. Miłości, która z czasem się wypala, mimo to sprawia, że życie jest lepsze i głębsze. I jest ważniejsza od codzienności, która z czasem przytłacza. 
Blue Valentine to dzieło, które powinno być wzorem. Z jednej strony mamy tutaj historię miłosną dla nastolatków, z drugiej ostry dramat i prozę życia przed którą nie da się uciec. Kipi emocjami. Mam do Michelle Williams bardzo prywatny stosunek i wielką sympatię, ale muszę przyznać, iż razem z Goslingiem pokazali klasę. I życie z tej najbardziej rozczarowującej strony.