sobota, 15 stycznia 2011

Ty druha we mnie masz...


Dzisiejsze popołudnie ze względu na mało zachęcającą do spacerów pogodę za oknem, zdecydowanie zdominował odtwarzacz DVD, dzięki któremu na krótką chwilę wróciłam do beztroskich chwil dzieciństwa, które nic nie opisuje tak dobrze jak bajki Disneya. 
Mogłabym godzinami opowiadać o łzach wylanych na Królu Lwie, Pocahontaz czy o swojej pierwszej, samodzielnej wyprawie do kina bez taty na Tarzana. O podekscytowaniu, które towarzyszyło mi w czasach, podczas których w trakcie każdej nowej premiery filmowej, w McDonaldzie pojawiały się zabawki z podobiznami jej bohaterów. Miałam wszystkie zabawki z Toy Story poukładane na półce zaraz obok tych z Tarzana. Teraz nie ma już czegoś takiego, zabawki z McDonalda są zwykłym bezwartościowym plastikiem, który najczęściej zaraz po zakupie trafia od razu do śmietnika. 



Toy Story 3 miało swoją premierę latem, ale ja dopiero dzisiaj skusiłam się na spędzenie 1,5 godziny z Chudym i Astralem. To dziwne, że ostatni raz oglądałam Toy Story 2 kilka dobrych lat temu, a dokładnie pamiętałam imiona wszystkich zabawek czy wygląd pokoju Andy`ego. Jak widać, rzeczy towarzyszące nam w dzieciństwie nie umykają nam tak szybko jak dopiero co poznane wzory na matematyce.  
Nie zawiodłam się na tej bajce, nie tylko przez sentyment jaki we mnie obudziła, ale przede wszystkim za niesamowitą grafikę, pozwalającą uwolnić się od szarych dni stycznia. Kolory i bajkowy świat połączony z jak zwykle śmiesznymi dialogami i scenami, wywoływał na mojej twarzy uśmiech niemal w każdej minucie, a Astral jako gorący Hiszpan zdecydowanie powinien zająć miejsce w pierwszej dziesiątce rankingu magazynu People na najseksowniejszego żyjącego mężczyznę. Dodajmy do tego wszystkiego jeszcze nieśmiertelną melodię Ty druha we mnie masz... i zdecydowanie możemy dać owej bajce 10 na Filmwebie, z dodatkową prośbą do Disneya o więcej takich powtórek z rozrywki! O ile nie mogę ścierpieć kolejnych części Szklanej Półapki z zbliżającym się do wieku emerytalnego Brusem Willisem, tak nie pogardze nigdy wehikułem czasu w postaci Chudego, Pocahontaz, Dalmatyńczyków czy nieśmiertelnych Timona i Pumby. 


Z drugiej strony, zastanawialiście się kiedyś nad tym kiedy miała miejsce wasza ostatnia zabawa? Kiedy wzięliście ostatni raz do ręki waszą ukochaną lalkę/ klocki lego i kiedy odłożyliście je na półkę nie zdając sobie sprawy z tego, że już nigdy po nie nie sięgniecie? Ja nie pamiętam. Nie wiem jaki charakter miała moja ostatnia zabawa. Czy bawiłam się w dom, czy w sklep, czy w fryzjera. Nie pamiętam też co wtedy konkretnie tak bardzo zwróciło moją uwagę i spowodowało iż nie wróciłam nigdy do ukochanego spędzania czasu z lalką, której imienia nawet teraz zbyt dobrze nie pamiętam. Intuicja podpowiada mi , że były to Simsy odkryte przeze mnie w 3 klasie szkoły podstawowej.