Ponoć ceną sukcesu w mediach i w życiu publicznym jest utrata prywatności. Ponoć gdy doceniają twoją ,sztukę", obojętnie czy to w postaci muzyki jaką tworzysz, ról jakie odgrywasz w filmach, obrazów jakie malujesz, fotografii jakie robisz- gdy ludzie doceniają twoje wytwory, chcą wiedzieć kim jesteś, chcą cię chłonąć, wchodzić butami w twoje życie. Paparazzi oddadzą wszystko by zrobić zdjęcie piosenkarzowi w studiu podczas nagrywania piosenki, aktorowi na planie filmowym, malarzowi stojącemu oko w oko z sztalugą, a celebryci często żalą się wywiadach, że oni wcale nie zabiegają o uwagę, ona sama zabiega o nich. Przecież oni wcale nie uwielbiają tych fleszy i obiektów skierowanych wprost na nich!
Tymczasem pośród tego wszystkiego, tych fleszy, plotkarskich gazet, tłumaczeń i domysłów dotyczących tego czy obecność paparazzi podczas spaceru jakieś serialowej gwiazdki z dzieckiem w parku, była ustawką, a może zwykłym przypadkiem, żyje sobie Banksy - Brytyjczyk, legendarny artysta street artu. Jego prace sprzedawane są za kilkaset tysięcy dolarów, wystawy odwiedzają największe sławy Hollywood, w Londynie jego nazwisko zna większość mieszkańców. Co jest jednak nietypowego w Banksym? A to, że pomimo iż jego dzieła posiadają najwięksi kolekcjonerzy sztuki, wystawy odwiedzają wyżej wspomniane sławy, nikt nie zna jego prawdziwego nazwiska, nikt nigdy nie widział jego twarzy. To znaczy na pewno widział, ale nigdy nie podczas publicznego wystąpienia. Mało tego, Banksy wyreżyserował niedawno swój pierwszy film Wyjście przez sklep z pamiątkami, opowiadający o zjawisku street artu, w którym zresztą sam występuje, deformując głos, zakładając kaptur i zasłaniając twarz. Jak udało mu się zachować anonimowość w współczesnym świecie pomimo licznych dokonań w swojej dziedzinie? Pytanie to w dalszym ciągu pozostaje bez odpowiedzi.
Banksy w swoim filmie bawi się z widzem. Pokazuje mu śliczne obrazki, kulturę street artu i teraz do nas należy co z tego wyniesiemy i po której stronie barykady staniemy. Po tej, która uważa street art za wandalizm, czy po tej, która uważa to za sztukę? Ja stanęłam zdecydowanie po tej drugiej.
Banksy na początku swojego filmu przedstawia nam postać Thierry`ego Guetta, który jest ekscentrycznym sprzedawcą odzieży, francuzem, który nagle postanawia rzucić wszystko i popędzić w świat z kamerą w dłoni, podglądając mistrzów street artu, zaprzyjaźniając się z nimi, a na końcu sam zostając jednym z nich. Jego prace licytowane są już podczas pierwszej wystawy za niebotyczne ceny. Jak to mówią - od zera do bohatera. Tylko czy postać Guetta jest na pewno prawdziwa? A może ma za zadanie wyśmiewać nasze spojrzenie na pewne sprawy? Odpowiedź na to pytanie zna najprawdopodobniej tylko Banksy, bo jak przez tyle lat udało mu się zrobić z mediów wariatów, tak z widzem idzie mu równie dobrze.


